„Wczoraj prezydent odbył wiele międzynarodowych rozmów telefonicznych. Sytuacja nie jest łatwa i w rozmowie z Abbasem (Władimir Putin — red.) wyraził właśnie zaniepokojenie tą sytuacją i jej możliwym zaostrzeniem. Nie chcielibyśmy jednak mówić o tych decyzjach, które nie zostały jeszcze ogłoszone” — powiedział Pieskow.

Wcześniej przedstawiciel Białego Domu poinformował, że 6 grudnia amerykański prezydent wygłosi oświadczenie, w którym ma zamiar oficjalnie uznać Jerozolimę za stolicę Izraela. Według niego podobny krok to uznanie „zarówno historycznej, jak i współczesnej rzeczywistości”. Urzędnik dodał również, że Trump omówił tę decyzję z liderami bliskowschodnich państw oraz został poparty przez zagranicznych przywódców zajmujących się uregulowaniem konfliktu palestyńsko-izraelskiego. Biały Dom podkreślił ponadto, że stanowisko ws. Jerozolimy nie wpłynie na politykę USA odnośnie granic Izraela.

O planach amerykańskiego prezydenta poinformowano wczoraj. Izrael nazwał decyzję Trumpa sprawiedliwym i historycznie właściwym krokiem. Tymczasem liderzy wielu arabskich państw skrytykowali podobne plany, a Unia Europejska przestrzegła przed możliwym zaprzepaszczeniem wysiłków podejmowanych w celu rozwiązania konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Możliwe uznanie (przez Waszyngton — red.) Jerozolimy za stolicę Izraela doprowadzi do zamieszek na Bliskim Wschodzie i nie tylko — uważa doradczyni dyrektora Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych Jeliena Suponina. Jej zdaniem podobna decyzja może negatywnie wpłynąć na relacje Izraela z wieloma krajami regionu, między innymi z Turcją, a także z tymi państwami arabskimi, z którymi państwo żydowskie utrzymuje stosunki dyplomatyczne.

„Doprowadzi to do wzrostu aktywności terrorystycznej w regionie i poza jego granicami. Zagrożenie zamachami terrorystycznymi i tak jest duże, jednak po podjęciu podobnej decyzji stanie się ono ogromne, przy czym zamachy z powodu Jerozolimy będą dokonywane nie tylko w tym regionie, ale również w innych państwach” — podkreśliła Suponina, nie wykluczając także, że w związku z tymi działaniami może dojść do pogromów ludności cywilnej.

Swoją opinię na temat tego, co podobny krok może oznaczać dla USA, wyraził również doktor politologii, profesor Państwowego Uniwersytetu Pacyficznego Ildus Jarulin.

Wsparcie ze strony USA to tak naprawdę nic innego jak kolejna demonstracja tego, że Izrael jest kluczowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie. Zwłaszcza w tym okresie «zamętu» — na tle pogorszenia stosunków Jemenu z Iranem po zabójstwie byłego prezydenta Republiki Jemeńskiej oraz nieuregulowania kwestii syryjskiej. Ameryka przy pomocy Izraela będzie wywierać większy wpływ na całą politykę bliskowschodnią. Trump i USA dają tym aktem do zrozumienia, że mają zamiar zostać jednym z kluczowych graczy na Bliskim Wschodzie, pomimo tego, że się wcześniej wycofały. Oprócz tego Trump zapewnia sobie tą decyzją poparcie w USA. W Ameryce jest przecież wpływowe izraelskie lobby, które nie dopuści do jego impeachmentu — powiedział Ildus Jarulin.

Izrael ogłosił Jerozolimę „jedyną i niepodzielną” stolicą, w tym także dzielnice wschodnie i centrum historyczne, które pół wieku temu należało do Jordanii i zostało przejęte przez państwo żydowskie. Społeczność międzynarodowa nie uznała tej aneksji i uważa status miasta za jeden z głównych przyczyn konfliktu na Bliskim Wschodzie. I chociaż wszystkie zagraniczne ambasady mieszczą się w Tel Awiwie, Kongres USA jeszcze w 1995 roku przyjął ustawę ws. przeniesienia swojej ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy. Z powodu spornego statusu miasta i ryzyka pogorszenia stosunków ze światem arabskim wszyscy amerykańscy prezydenci, również Donald Trump, co pół roku odraczają wprowadzenie jej w życie.